Cykl Olimpijski Krzysztofa Gostomczyka #2 – Adam Korol

Autor: azs-admin | 5/28/2021
Powrót
Cykl Olimpijski Krzysztofa Gostomczyka #2 – Adam Korol

Adam Korol jest złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Pekinie 2008 w wioślarskiej czwórce podwójnej . Do największego triumfu w swojej karierze dodał 7 medali mistrzostw świata (w tym 4 złote), a także mistrzostwo Europy. Najpierw walczył o medale w dwójce podwójnej.

Po zakończeniu kariery sportowej Adam Korol zajął się pracą w Oświacie. Został pracownikiem naukowym AWFiS w Gdańsku oraz objął funkcję Wicedyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6. W 2015 roku rozpoczął karierę polityczną. W drodze wyborów uzyskał mandat poselski. W tym samym roku przez kilka miesięcy pełnił funkcję Ministra Sportu i Turystyki. Po upływie jednej kadencji nie ubiegał się o reelekcję. Od 2019 roku jest Dyrektorem Biura Prezydenta ds. Sportu w Gdańsku.

Jak zaczęła się Pana przygoda z wioślarstwem?

– Po raz pierwszy pojawiłem się na przystani Stoczniowca w 1987 roku. Do tego sportu namówili mnie rodzice, którzy wcześniej również trenowali wioślarstwo u trenera głównego klubu – Jerzego Jędrzejewskiego. Jako trzynastolatek pojawiłem się na przystani i od tego momentu wsiąkłem w ten sport. Bardzo spodobała mi się ta dyscyplina i atmosfera, która panowała w klubie. Mogłem poznać bardzo fajne osoby, z którymi do dzisiaj mam kontakt. Wówczas całe życie toczyło się na przystani. Teraz zawodnicy, szczególnie ci młodzi, wykonują trening i od razu idą do domu. My byliśmy inni. W soboty i niedziele przychodziliśmy i spędzaliśmy całe dnie na przystani. Tak samo było zresztą w ciągu tygodnia. Każdy chodził do zwykłej szkoły podstawowej, bo nie było wtedy klas sportowych o profilu wioślarskim. Po lekcjach, późnym popołudniem spotykaliśmy się na treningach. Czasami schodziliśmy na wodę, gdy już było ciemno. To był bardzo fajny czas, dużo się wtedy można było nauczyć. Bardzo dobrze to wspominam.

Czy 13 lat to optymalny wiek do rozpoczęcia przygody z wioślarstwem?

– Tak. Wtedy były trochę inne metody treningowe. Teraz nieco inaczej podchodzi się do młodego człowieka. My jako młodzi ludzie zostaliśmy od razu rzuceni na głęboką wodę. Tak się zastanawiam, czy dzisiejsza młodzież poradziłaby sobie, gdyby miała tak ciężko.

Osiągał Pan swoje największe sukcesy w dwójce podwójnej i czwórce podwójnej. Która z tych konkurencji jest najtrudniejsza?

– Obie są trudne, ale konkurencji w wioślarstwie jest więcej. Ja próbowałem na wiosłach podwójnych, z których mogłem też startować na jedynce, gdzie trzeba być indywidualistą, a ja wolę pracę zespołową. Pierwsze mistrzostwo świata zdobyłem w dwójce z Markiem Kolbowiczem jako 24-latek. Na warunki wioślarskie to był bardzo wczesny sukces. Później stwierdziliśmy wspólnie, że po czterech latach i Igrzyskach w Sydney musimy spróbować czegoś innego. Od tamtego momentu postanowiliśmy z Markiem, że będziemy pływać na czwórkach podwójnych.

Czy ważniejsze było dla Pana zdobycie złotego medalu olimpijskiego czy mistrzostwo świata?

– Wiadomo, że zdobycie złotego medalu olimpijskiego. Każdy ze sportowców mówi, że zamieniłby wszystkie swoje medale z MŚ czy ME na medal olimpijski. Rzeczywiście to mistrzostwo świata, które zdobyliśmy pierwszy raz w 2005 roku to był początek drogi, która zakończyła się złotym medalem olimpijskim w 2008 roku w Pekinie. Cztery lata wcześniej w Atenach byliśmy czwarci. To był dla nas bardzo trudny czas. Zastanawialiśmy się, czy warto jeszcze brnąć w ten kolejny cykl olimpijski, czy zacząć myśleć o życiu zawodowym. Złoty medal mistrzostw świata otworzył nam trochę oczy. Doszło do nas, że warto powalczyć, bo jesteśmy w ścisłej światowej czołówce. Oczywiście to nie jest tak, że jak się zdobędzie mistrzostwo świata w 2005 roku to można być pewnym zdobycia złota na Igrzyskach Olimpijskich 3 lata później, ale na pewno to nam dodało wiary w siebie.

Startował Pan w pięciu Igrzyskach. Które były dla Pana najbardziej pamiętne?

– W Pekinie Igrzyska były zorganizowane perfekcyjnie. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Wioślarze mają często problem, bo śpią w wiosce olimpijskiej ze wszystkimi sportowcami, a tor regatowy oddalony jest o kilkadziesiąt kilometrów. W Pekinie nigdy nie było sytuacji, że autobus się spóźnił. Jeśli był przepełniony to organizatorzy natychmiast podstawiali drugi. Co do standardu pokoi czy wyżywienia to wszędzie było tak samo. Pokoje były bardzo ascetyczne. Były tam tylko dwa łóżka, dwie szafki i duża szafa. Nie było żadnego telewizora, więc było to miejsce tylko do spania i do wypoczynku. W wiosce zawsze był wysoki standard jedzenia. Serwowane były różne rodzaje kuchni. Można było zjeść, co się chciało i smakowało. Najgorzej zorganizowane były Igrzyska w Atenach. Organizatorzy z Grecji robili wszystko na ostatnią chwilę. Pamiętam, że jak już wchodziliśmy do wioski to wystawały kable elektryczne z podziemi. Igrzyska w Atlancie i w Londynie nie oddawały takiego klimatu, w jakim powinny odbywać się Igrzyska. W obu miejscach mieszkaliśmy w akademikach. W Londynie wioska dla wioślarzy i kajakarzy była przygotowana w College’u London University. Byliśmy zupełnie poza reprezentacją olimpijską. Nie czuliśmy ducha Igrzysk Olimpijskich. Na pozostałych cała polska reprezentacja była w jednej wiosce, w kilku blokach obok siebie. To nam dodawało otuchy.

Zbliżają się Igrzyska w Tokio. Polacy wywalczyli sześć kwalifikacji olimpijskich. Czy ktoś ma szanse medalowe?

– Mam nadzieję, że skończymy te Igrzyska z medalem. Szanse na podium mają czwórka podwójna kobiet, czyli srebrne medalistki MŚ w 2019 roku, a także czwórka bez sternika mężczyzn, którzy wówczas w Linzu zdobyli mistrzostwo. Wysoko notowani są także osady męskie: czwórka podwójna i debel. W tych czterech osadach upatrywałbym jednego albo dwóch medali olimpijskich. Bardzo trudno powiedzieć, która osada ten medal zdobędzie. Wszyscy są w cyklu przygotowań, a do Igrzysk jeszcze dwa miesiące. Niedawno zakończył się Puchar Świata w Lucernie, gdzie wypadliśmy średnio. Żadna z tych osad nie wywalczyła podium, ale najważniejsze są Igrzyska i budowanie na nie formy. Igrzyska rządzą się swoimi prawami. Start na Igrzyskach to jest coś tak magicznego, że niektóre osoby potrafią wskrzesić w sobie coś, czego nie potrafią na innych zawodach. Bardzo liczę na to, że któraś z naszych sześciu osad osiągnie medal. Każdy, kto stanie na linii startu regat olimpijskich, ma szansę zdobyć medal, ale medale są tylko trzy, a chętnych jest multum. Polacy na Igrzyskach zawsze zdobywają ich dziesięć. Tylko tylu przedstawicieli różnych dyscyplin sportowych dostąpi zaszczytu bycia medalistą olimpijskim. Mam nadzieję, że te Igrzyska odmienią statystyki i medali będzie więcej. Ja bym tego życzył naszym zawodnikom, żeby z medalami wrócili. A jak będzie? Tego nie wiemy. To jest sport. Zawsze powtarzam, że sport jest piękny i nieprzewidywalny.

Co musiałoby się stać, żeby wioślarstwo stało się sportem narodowym?

– Wioślarstwo zawsze jest popularne, kiedy zbliżają się Igrzyska. Mówimy wtedy o szansach medalowych. Przypominamy sobie, że jest taka dyscyplina sportu. To jest bardzo trudne zadanie dla wszystkich, którzy są w wioślarstwie i pracują w klubach, związkach czy szkołach. Ostatnio coraz ciężej zachęcić młodzież do uprawiania sportu. W każdej dyscyplinie trzeba skupić się na celu. Trzeba być bardzo cierpliwym, bo wyniki łatwo nie przychodzą oraz włożyć mnóstwo ciężkiej pracy i poświęcić swoje życie prywatne, jeśli chce się dążyć do doskonałości. To nie jest tylko domena sportu. Takie zasady są w każdej dziedzinie życia. Jeśli chcesz być najlepszym to musisz pracować ponadprzeciętnie dużo. To podstawowa rzecz, bez której nie można marzyć o osiągnięciu sukcesu. Medale do rozdania są trzy. Gdyby się spytać wszystkich startujących na Igrzyskach, to wszyscy odpowiedzieliby, że bardzo ciężko pracują. Okazuje się, że tylko trzech z nich zostanie nagrodzonych. Oni wszyscy wiedzą, że to jest warunek, który muszą spełnić.

Jak zachęcić młodzież do uprawiania wioślarstwa?

– Wydaje mi się, że teraz młodzież ma dużo ciekawszych rzeczy do spędzania wolnego czasu niż ciężka, mozolna praca. Nie tylko w wioślarstwie trzeba codziennie rano przyjść, zrobić trening, później pójść do szkoły, a po szkole czasami zrobić jeszcze drugi trening. Każdy sport jest taki sam. Polega na dążeniu do doskonałości, wykonaniu idealnego ruchu, wykorzystaniu zdolności fizycznej i psychicznej. To szalenie istotne, żeby nie zapominać o szkole. Jest coraz trudniej, bo sukcesy przychodzą bardzo późno, a czasami nigdy. Wszyscy żyjemy dynamicznie i chcielibyśmy, żeby było szybko, łatwo i przyjemnie. W sporcie tak się nie da, bo w sporcie bez tych setek tysięcy przepracowanych godzin, nie możemy nawet marzyć o sukcesie. To samo występuje u artystów czy muzyków. Ciężka, wielogodzinna praca, która polega ciągle na tym samym i dążeniu do perfekcji. Odpowiedź jest bardzo trudna i wiele osób nad nią się zastanawia. Pewnie od września nastąpi nowe otwarcie. Nie ukrywam, że sukcesy pierwszej reprezentacji bardzo pomagają w takiej rekrutacji, bo wtedy o wioślarstwie mówi się najczęściej w mediach.