Cykl Olimpijski Krzysztofa Gostomczyka #5 – Sylwia Gruchała

Autor: azs-admin | 6/17/2021
Powrót
Cykl Olimpijski Krzysztofa Gostomczyka #5 – Sylwia Gruchała

Sylwia Gruchała to najbardziej utytułowana florecistka w historii KS AZS AWFiS w Gdańsku. Jest wielokrotną mistrzynią Europy i świata. Czterokrotnie reprezentowała Polskę i KS AZS AWFiS w Gdańsku na Igrzyskach Olimpijskich.
Po zakończeniu kariery Sylwia Gruchała delektuje się życiem, jest domatorką i lubi gotować. Nie pracuje, bo woli poświęcić swój czas swoim najbliższym.

– 𝗝𝗮𝗸 𝗱𝗼 𝘁𝗲𝗴𝗼 𝗱𝗼𝘀𝘇ł𝗼, 𝘇̇𝗲 𝘇𝗮𝗶𝗻𝘁𝗲𝗿𝗲𝘀𝗼𝘄𝗮ł𝗮 𝘀𝗶𝗲̨ 𝗣𝗮𝗻𝗶 𝗳𝗹𝗼𝗿𝗲𝘁𝗲𝗺?
Miałam 11 lat. Chodziłam do piątej klasy szkoły podstawowej w Oliwie. Rok wcześniej wybierało się profil – lekkoatletyczny, sportowy lub ogólny. Chciałam iść na lekkoatletykę, ale zlikwidowano ten profil. Siłą rzeczy trafiłam do klasy szermierczej. Nie chciałam, nie podobało mi się. To nie było dla mnie fajne. Mój starszy brat chodził do tej szkoły i trenował szermierkę, więc wiedziałam, jak wygląda ten sport. Z czasem spotkałam trenera, który potrafił we mnie obudził pasję i mnie zachęcić. Z biegiem czasu to mi się spodobało. Jak przyszły drobne sukcesy to podobało się coraz bardziej. Nigdy w podstawówce nie byłam pierwsza. Satysfakcjonowało mnie podium. Dopiero jak dojrzałam to zrozumiałam, że w sporcie chodzi o zwycięstwo. Drugi i trzeci zawsze jest przegrany. Może nie ma przypadków, może tak miało być. Miałam szczęście, że zlikwidowano tę klasę lekkoatletyczną i trafiłam do szermierczej. Gdybym była w lekkoatletycznej to byłabym biegaczem, ale raczej słabym. Lubiłam biegać, skakać przez płotki, ale w lekkiej atletyce niewiele mogłabym osiągnąć. W szermierce sprawność fizyczna jest ważna, ale bez sprawności też można sobie poradzić świetnie.

– 𝗝𝗲𝘀𝘁 𝗣𝗮𝗻𝗶 𝗽𝗶𝗲̨𝗰𝗶𝗼𝗸𝗿𝗼𝘁𝗻𝗮̨ 𝗺𝗶𝘀𝘁𝗿𝘇𝘆𝗻𝗶𝗮̨ 𝗘𝘂𝗿𝗼𝗽𝘆, 𝗱𝘄𝘂𝗸𝗿𝗼𝘁𝗻𝗮̨ 𝗺𝗶𝘀𝘁𝗿𝘇𝘆𝗻𝗶𝗮̨ 𝘀́𝘄𝗶𝗮𝘁𝗮, 𝗮 𝗻𝗮 𝗜𝗴𝗿𝘇𝘆𝘀𝗸𝗮𝗰𝗵 𝘄𝘆𝘄𝗮𝗹𝗰𝘇𝘆ł𝗮 𝗣𝗮𝗻𝗶 𝗱𝘄𝗮 𝗺𝗲𝗱𝗮𝗹𝗲 – 𝘀𝗿𝗲𝗯𝗿𝗼 𝗶 𝗯𝗿𝗮̨𝘇. 𝗝𝗮𝗸 𝗣𝗮𝗻𝗶 𝗽𝗮𝘁𝗿𝘇𝘆 𝗻𝗮 𝘀𝘄𝗼𝗷𝗮̨ 𝗸𝗮𝗿𝗶𝗲𝗿𝗲̨ 𝘇 𝗽𝗲𝗿𝘀𝗽𝗲𝗸𝘁𝘆𝘄𝘆 𝗸𝗶𝗹𝗸𝘂 𝗹𝗮𝘁 𝗼𝗱 𝗷𝗲𝗷 𝘇𝗮𝗸𝗼𝗻́𝗰𝘇𝗲𝗻𝗶𝗮?

Polskie florecistki z trenerami osiągnęły tyle, że był to majstersztyk na polskie warunki. To był wielki sukces. Nie było wcale tak profesjonalnie jak miały inne kraje. Mimo tego trenerzy znaleźli sposób na wygrywanie i przez długi czas było dobrze. Moja kariera była fantastyczna, ale jednocześnie został niedosyt. Uważam, że mogłam osiągnąć dużo więcej. Popełniałam mnóstwo błędów i myślę, że gdybym dokonywała innych decyzji to moja kariera mogłaby jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. Mogłabym być długo najlepszą florecistką świata.

– 𝐖𝐢𝐞𝐥𝐞 𝐦𝐞𝐝𝐚𝐥𝐢 𝐳𝐝𝐨𝐛𝐲ł𝐚 𝐏𝐚𝐧𝐢 𝐰 𝐟𝐥𝐨𝐫𝐞𝐜𝐢𝐞 𝐝𝐫𝐮𝐳̇𝐲𝐧𝐨𝐰𝐲𝐦. 𝐂𝐳𝐲𝐦 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐫𝐨́𝐳̇𝐧𝐢 𝐭𝐚 𝐤𝐨𝐧𝐤𝐮𝐫𝐞𝐧𝐜𝐣𝐚 𝐨𝐝 𝐢𝐧𝐝𝐲𝐰𝐢𝐝𝐮𝐚𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡?

Szermierka jest dyscypliną indywidualną. Na szczęście jest też rywalizacja w turnieju drużynowym. Wtedy jest lepsza atmosfera, a każdy się stara o wspólny sukces – szczególnie wśród kobiet. Wszyscy trenerzy mówią zgodnie, że trudno się pracuje z kobietami. Mój trener – fechmistrz Tadeusz Pagiński – zawsze powtarzał, że to nie jest łatwe zadanie, ale on miał babiniec w domu (dwie córki i żonę) to nauczył się i poznał psychikę kobiety, która jest specyficzna. Mawiał, że kobiet nie należy rozumieć. Nie ma sensu zastanawiać się, dlaczego podjęła taką a nie inną decyzję. Trzeba to przyjąć i zaakceptować. To był świetny sposób na kobiety. Między indywidualnymi a drużynowymi konkursami jest kolosalna różnica. W indywidualnym walczy się tylko dla siebie i dla trenera, a w drużynowym walczy się dla całej ekipy. To duże obciążenie, które jednych motywuje, a drugich paraliżuje. Ja uwielbiałam walczyć dla drużyny. Dostałam kredyt zaufania od trenera i koleżanek, bo byłam osobą kończącą nasze występy. Tak naprawdę to na mnie spoczywała ta największa odpowiedzialność czy Polska wygra czy przegra i uważam, że to było duże obciążenie, ale też przywilej. Starałam się zrobić wszystko, żeby nie zawieźć drużyny. Później radość też była piękna. W turnieju indywidualnym cieszysz się tylko ty i trener, a w drużynowym radość towarzyszy całej ekipie. Z drugiej strony jak się przegrywa to ból jest zdecydowanie większy. Każdy przeżywa, ale my miałyśmy taki sposób, że nikogo nie obwiniałyśmy i nikt nie miał do siebie pretensji. To był swoisty sposób na wygrywanie.

– 𝐉𝐞𝐬𝐭 𝐏𝐚𝐧𝐢 𝐜𝐳𝐭𝐞𝐫𝐨𝐤𝐫𝐨𝐭𝐧𝐚̨ 𝐨𝐥𝐢𝐦𝐩𝐢𝐣𝐤𝐚̨. 𝐂𝐳𝐲 𝐈𝐠𝐫𝐳𝐲𝐬𝐤𝐚 𝐎𝐥𝐢𝐦𝐩𝐢𝐣𝐬𝐤𝐢𝐞 𝐭𝐨 𝐧𝐚𝐣𝐰𝐚𝐳̇𝐧𝐢𝐞𝐣𝐬𝐳𝐞 𝐳𝐚𝐰𝐨𝐝𝐲 𝐰 𝐳̇𝐲𝐜𝐢𝐮 𝐤𝐚𝐳̇𝐝𝐞𝐠𝐨 𝐬𝐩𝐨𝐫𝐭𝐨𝐰𝐜𝐚?

W szermierce najważniejsze są Igrzyska Olimpijskie. To jest najtrudniejszy start, jeśli chodzi o psychikę i mentalność sportowca. Szansa jest tylko jedna na cztery lata. Dla szermierzy to największe święto, ponieważ Mistrzostwa świata i Europy są rozgrywane co roku. Dużo lepiej zostać mistrzem olimpijskim niż mistrzem świata. To większy prestiż. Z jednej strony to jest trudniejsze, bo mentalnie trudniej się przygotować, ale z drugiej strony poziom na igrzyskach jest niższy. Jest to spowodowane tym, że mniej osób startuje i jest mniejsza konkurencja. Jest sprawiedliwiej dla świata, gdyż każdy kontynent ma miejsce na Igrzyskach, ale nie zawsze startują najlepsi. Jeśli chodzi o media to jest jedyny moment na promocję szermierki. Poza Igrzyskami rzadko jest promowana w mediach, bo jest zbyt skomplikowana. To moment, żeby się pokazać i pozyskać sponsora. Jak na Igrzyskach jest dobrze, to w danym kraju pokazywana jest ta dyscyplina olimpijska, ale niekoniecznie na Mistrzostwach świata.

– 𝐂𝐨 𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐚 𝐦𝐢𝐞𝐜́, 𝐚𝐛𝐲 𝐜𝐨𝐬́ 𝐨𝐬𝐢𝐚̨𝐠𝐧𝐚̨𝐜́ 𝐰 𝐬𝐳𝐞𝐫𝐦𝐢𝐞𝐫𝐜𝐞? 𝐉𝐚𝐤𝐚 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐫𝐞𝐜𝐞𝐩𝐭𝐚 𝐧𝐚 𝐬𝐮𝐤𝐜𝐞𝐬?

Kiedyś tak było, że przygotowanie fizyczne nie było najważniejsze, ale myślę, że w każdej dyscyplinie sportu to się zmieniło. Ten sport poszedł w stronę lekkiej atletyki i teraz motoryczność też jest ważna. Można się przygotowywać profesjonalnie, a nie tak jak było kiedyś. Nie ma recepty na nic. Nie ma recepty na sukces, biznes czy miłość. To jest własna droga. Trzeba ją sobie wypracować i samemu dojść do różnych spraw, wniosków. Podążać dobrą drogą. Mam taką zasadę, że jak jest dobrze to idę tą drogą, a jak jest źle to należy dokonać zmian. Ważne jest, aby się odważyć i zmierzyć się z tym, że jesteśmy słabi w tym co robimy. Zmierzyć się z prawdą. Człowiek z natury lubi się oszukiwać i sobie mówić, że teraz to było potknięcie, ale następnym razem będzie dobrze. Im szybciej się skonfrontujemy z tym, że nie jesteśmy skuteczni, tym szybciej osiągniemy sukces. Nie ma jednego sposobu na wygrywanie. Każdy musi dojść samemu do tego. To jest fajne, bo człowiek się poznaje i rozwija.

– 𝐂𝐳𝐲 𝐧𝐚 𝐈𝐠𝐫𝐳𝐲𝐬𝐤𝐚𝐜𝐡 𝐰 𝐓𝐨𝐤𝐢𝐨 𝐩𝐨𝐥𝐬𝐜𝐲 𝐬𝐳𝐞𝐫𝐦𝐢𝐞𝐫𝐳𝐞 𝐥𝐮𝐛 𝐬𝐳𝐞𝐫𝐦𝐢𝐞𝐫𝐤𝐢 𝐩𝐨𝐰𝐚𝐥𝐜𝐳𝐚̨ 𝐨 𝐦𝐞𝐝𝐚𝐥?

Bardzo długo nie śledziłam szermierki, bo miałam przesyt. Moja konkurencja, czyli floret kobiet, słabo wygląda na arenie międzynarodowej. Bardzo niski poziom jest w tej chwili. Może przez te 25 lat uprawiania tego sportu się zmęczyłam. Od jakiegoś czasu obserwuję szpadę kobiet. Pięknie się to rozwija. Uważam, że Polki mają szansę nawet na złoty medal. To konkurencja inna niż floret. W szpadzie dużo zależy od dyspozycji dnia. To sport tempowy, jak się je czuje to można wiele osiągnąć. To jest sport najbardziej nieprzewidywalny. Moim zdaniem polskie szpadzistki mają wszystko – doświadczenie, umiejętności, sposób na wygrywanie – żeby zdobyć medal drużynowo lub indywidualnie. Ewa Trzebińska jest wicemistrzynią świata z 2019 roku. Drużynowo szpadzistki zostały również mistrzyniami Europy. Do tego trzykrotnie zwyciężyły w zawodach Pucharu Świata. Mają szansę, chociaż będą miały bardzo trudny mecz z Estonkami o wejście do czwórki. Polki w ostatnich pięciu latach mają dużo gorszy bilans od Estonek (2-7 dla rywalek), ale teraz jest dobra sytuacja. Na Igrzyskach na pewno będą pragnąć tego medalu i będzie on w zasięgu ich ręki.

– 𝐂𝐳𝐲 𝐬𝐳𝐞𝐫𝐦𝐢𝐞𝐫𝐤𝐚 𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐬𝐭𝐚𝐜́ 𝐬𝐢𝐞̨ 𝐬𝐩𝐨𝐫𝐭𝐞𝐦, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐲 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐲𝐦 𝐰𝐲𝐛𝐨𝐫𝐞𝐦 𝐝𝐥𝐚 𝐧𝐚𝐣𝐦ł𝐨𝐝𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡?

Igrzyska Olimpijskie są takim momentem. Pamiętam jak po Igrzyskach w 2004 roku, co uważam za mój sukces, dużo dziewczynek zapisało się na zajęcia z floretu, bo wcześniej mnie oglądało jak zdobywam medal. To jest bardzo fajne, że na Igrzyskach telewizja pokazuje ten sport, dzieci oglądają i jeżeli jest sukces to się ludziom podoba. Jednak to bardzo dynamiczny sport, przez co jest często nieczytelny dla laika i mediom bardzo trudno jest pokazać zasady w tym sporcie. Czasami nawet sędziowie i zawodnicy nie wiedzą, dla kogo powinien być punkt, bo decydują w nim ułamki sekund.