Uzależnieni od sportu #6 – Karolina Miller

Autor: Krzysztof Gostomczyk | 10/7/2021
Powrót
Uzależnieni od sportu #6 – Karolina Miller

“Uzależnieni od sportu” to cykl przedstawiający sportowców z różnych sekcji KS AZS AWFiS w Gdańsku. Nazwa odnosi się również do programu profilaktyczno-sportowego, który realizujemy dzięki pomocy Miasta Gdańsk. W szóstym odcinku przedstawiamy judoczkę Karolinę Miller.

Karolina Miller jest świeżo upieczoną wicemistrzynią Polski. Jej aspiracje sięgają zdecydowanie wyżej. W swoim sportowym życiorysie ma już medale Pucharu Europy i Świata oraz brąz Akademickich Mistrzostw Europy. Najbliższym celem są zawody międzynarodowe, które mają doprowadzić judoczkę KS AZS AWFiS w Gdańsku do kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Paryżu.

Czym się różni judo od innych sportów walki?

Karolina Miller: Judo w porównaniu do innych sportów walki jest sportem kontaktowym, ale nie bezpośrednim. Nie uderzamy przeciwnika, ale próbujemy go przerzucić trzymając za judogę. Nie pokazuje się siły jako przemoc, ale przekuwa się ją w sport. To dyscyplina olimpijska z tradycjami. Pomimo rywalizacji wymaga ode mnie szacunku do przeciwnika.

 

Dlaczego uprawiasz judo?

KM: Można powiedzieć, że byłam skazana na judo. Wszystko zaczęło się już w brzuchu mamy, która zaprowadzała moje rodzeństwo na zajęcia z judo. Tak stawiałam pierwsze kroki na macie. Moje pierwsze treningi zaczęłam, gdy uczęszczałam do przedszkola. Starsze rodzeństwo również trenowało. Zaczęli wcześniej ode mnie, więc automatycznie trafiłam na zajęcia z judo.

 

Czy zawsze byłaś najlepsza z rodzeństwa?

KM: Zawsze byłam najlepsza (śmiech). Nigdy nie czułam rywalizacji z rodzeństwem. Jestem młodsza od brata o 6 lat, a od siostry o 4 lata i cały postęp, który zrobiłam w judo, miał miejsce wtedy, gdy oni zakończyli swoje kariery. Wyniki osiągnęłam najlepsze, jeśli ktoś chciałby porównywać tabele rezultatów, ale nigdy nie rywalizowaliśmy. Często mnie motywowali, żebym systematycznie uczestniczyła w zajęciach. Na obozy jeździłam, mając 5 lat, dzięki starszemu rodzeństwu. Wówczas trener mi na to pozwalał. Byli moim wzorem do naśladowania, a potem ich przegoniłam. Oczywiście były pojedynki w domu nie raz. Wszystko z treningów przekładaliśmy do domu. Dźwignie, rzuty, obalenia działy się na dywanie i na kanapie.

 

Jak dużym wyzwaniem jest utrzymywanie kategorii wagowej?

KM: Nigdy nie miałam z tym problemów. Mam dobrego trenera prof. Radosława Laskowskiego, który w momencie kłopotów z wagą, w sposób mądry pozwalał mi zmieniać kategorię na wyższą. Każda moja zmiana kategorii wagowej przebiegała w sposób naturalny. Nigdy “nie zbijałam” wagi, mówiąc w gwarze judoków. Gdy już jestem kobietą i wszystko się u mnie unormowało wagowo, zdarza mi się, że muszę kilka kilogramów przypilnować, ale to nie jest duże wyrzeczenie. Jem wszystko, na co mam ochotę.

 

Który sukces jest dla Ciebie najważniejszy?

KM: Największym sukcesem jest brązowy medal Akademickich Mistrzostw Europy w Zagrzebiu. Była tam mocniejsza obsada niż na Pucharach Europy. Jest to impreza rangi mistrzowskiej. To mnie bardzo zmotywowało do pracy. Zobaczyłam, że mogę stanąć z silnymi zawodniczkami ze światowej czołówki i walczyć, a nawet wygrywać. Oczywiście zawody krajowe, czyli Mistrzostwa Polski seniorek też są ważne. Boli każda porażka, nawet jeśli to jest finał MP. Wiadomo, że boli najbardziej, bo niewiele zabrakło, aby zostać Mistrzem Polski. Trzeba pracować dalej nad tym, żeby zdobywać jeszcze większe osiągnięcia i zdobyć tytuł Mistrzyni Polski. W każdej kategorii wiekowej byłam najlepsza w Polsce. Miałam złoto jako juniorka młodsza, juniorka, młodzieżowiec. W zawodach akademickich też byłam najlepsza. Brakuje tylko złota seniorskiego.

 

Czy da się połączyć studiowanie z trenowaniem na poziomie kadry Polski?

KM: Oczywiście. Da się pogodzić naukę w Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku z treningami. Dużym ułatwieniem jest trenowanie w KS AZS AWFiS w Gdańsku, który mieści się przy uczelni. Mam wszystko w jednym miejscu. Mogę uczestniczyć w dwóch treningach dziennie i przy okazji odwiedzić uczelnię i czerpać wiedzę z zajęć. Dla chcącego nic trudnego.

 

Co jest twoim największym sportowym marzeniem?

KM: Zdecydowanie Igrzyska Olimpijskie, natomiast patrząc na bliższe cele sportowe to za 2 tygodnie startuję w Pucharze Europy w Dubrowniku, a za 3 tygodnie w Pucharze Świata w Maladze. Chciałabym zdobyć tam kwalifikację na Mistrzostwa Europy seniorek, na których jeszcze nigdy nie startowałam i powalczyć o najwyższe lokaty. W przyszłym roku w Chinach odbywa się Uniwersjada i chciałabym tam również wystartować. Największym marzeniem jest dobry start na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu.

 

Jaki wpływ na twój rozwój mają szkolenia z programu Profis – Sport bez uzależnień?

KM: Cykl szkoleń z programu Profis rozwija nas jako sportowców. Dzięki kwadransom profilaktycznym poprawiamy detale, które w dłuższej perspektywie mają istotne znaczenie na zawodach. Często o końcowym wyniku decyduje pozorna błahostka i trzeba robić wszystko, aby być od rywalki o tę drobnostkę lepszą.

 

Czy czujesz się uzależniona od sportu?

KM: Oczywiście tak! Sport to całe moje życie. Trenuję 2 razy dziennie nawet w weekendy. Gdy jadę na wakacje to ciężko mi nic nie robić. To świadczy o tym, że jestem uzależniona. Jest to mój nałóg i nie umiem bez niego żyć.